Kobieta, matka, żona... Moje zmagania z rzeczywistością nie zawsze słodką i uroczą.
O mnie
- Katiuszka
- Jaka jest Katiuszka? Jestem zbieraniną fragmentów, których nie można poskładać w jedną,logiczną całość, ponieważ wykluczają się wzajemnie i stale się zmieniają. Ciekawią mnie ludzie i ich relacje ze światem.
czwartek, 21 kwietnia 2011
Marzenia do spełnienia:)
Od kilku dni bardzo intensywnie myślę o swoim największym marzeniu. Jestem przesiąknięta tym marzeniem na wskroś, nawet w śnie o nim myślę. Przez kilka lat było w głowie a teraz nagle powstał impuls by uzewnętrznić to marzenie. Bardzo chcę by zaczęło się coś w tej sprawie dziać a z drugiej strony boję się spełnienia. Bo czasami tak bywa z marzeniami, że są bardzo przyjemne o ile są w głowie a kiedy się spełniają magia gdzieś pryska. Boję się odpowiedzialności, tych wszystkich powinności i zupełnej zmiany stylu życia. Czy w tym wszystkim będę wspierana czy też raczej jak to zwykle bywa zostaną mi podcięte skrzydła? Są plusy ale też minusy spełnienia tego marzenia, czyli normalna sprawa. Jutro stanę z nim oko w oko i zobaczę czy to czego się boję ma tak naprawdę duże zęby. Trzymajcie kciuki by nawet jak się okaże, że jeszcze nie pora na spełnienie tego marzenia to by dane doświadczenie wzmocniło mnie.
sobota, 16 kwietnia 2011
Zawstydzam samą siebie
Wstydź się Katiuszka wstydź! Twój tyłek znowu zaczyna żyć swoim życiem a Ty co? NIC! Siedzisz w domu i ukradkiem wcinasz a to czekoladkę a to wafelka. Następnie jakiś cukiereczek wpadnie, paluszki lub niedojedzona kanapka a wszystko zapite sokiem zamiast wodą. Zawstydzam się podwójnie jak myślę o tym, że moje dzieci nie chcą jeść praktycznie warzyw za to lubią paluszki nie wspominając o tym, że wody też nie chcą pić. Czuję się tym siedzeniem w domu jak i sposobem niezbyt zdrowego odżywiania naszej rodziny zdołowana. Wiem, że to ja jestem za to odpowiedzialna i powinnam jakoś się za to zabrać ale jak? Z Tośkiem jakoś można iść na kompromisy za to z Krzysiaczkiem bardzo ciężka sprawa w jakiejkolwiek kwestii. Dzisiaj po raz pierwszy wypuściłam go z wózka na dworze(mimo że skończył 20 miesięcy i chodzi od 6). Wcześniej zwyczajnie się bałam i moje przeczucia mnie nie zawiodły. Biegł gdzie chciał ale tak niepewnie, nie było mowy o trzymaniu za rękę. Chciał też bawić się wózkiem więc musieliśmy stać na środku drogi. Trzeba było po jakimś czasie wsadzić go z powrotem do wózka i wtedy były wrzaski oraz wykręcanie się na wszystkie strony. Bardzo stresuje mnie taka sytuacja i na samą myśl, że to będzie się powtarzało kiedy sama z nim będę wychodziła na dwór mam ścisk w żołądku. Być może za bardzo to roztrząsam bo nie ja pierwsza i nie ostatnia mam tak niepokorne dziecko. Wiem jednak, że to moja sytuacja i to ja sama muszę sobie z tym poradzić. Czuję podskórnie, że nawet nie mogę na nikogo z rodziny liczyć, że zechce się nim zająć bym mogła wyjść z mężem np do kina.
No dobra nie będę popadała w smutki. Jest jak jest a życie toczy się dalej. Z wielkim zafascynowaniem czytam Sokrates Cafe i łapię się na tym, że w głowie układam własne odpowiedzi do stawianych w książce pytań. Mało tego, chciałabym natychmiast włączyć się do dyskusji:) I
No dobra nie będę popadała w smutki. Jest jak jest a życie toczy się dalej. Z wielkim zafascynowaniem czytam Sokrates Cafe i łapię się na tym, że w głowie układam własne odpowiedzi do stawianych w książce pytań. Mało tego, chciałabym natychmiast włączyć się do dyskusji:) I
niedziela, 10 kwietnia 2011
Dziwnie mi..
Dziwnie mi, jestem marudna i jakaś taka wewnętrznie wymięta. Czuję, że nie mam nic do przekazania innym, tak by to miało sens. No chyba, że ktoś chce moje nadprogramowe 3 kg? Włosy moje przybrały słomkowy kolor a miały po farbowaniu przybrać aj... Coś muszę z tym zrobić. Najodpowiedniejsza będzie wizyta u fryzjera bo zdecydowanie nie twarzowo mi w tym kolorze. Zresztą choćbym miała idealną fryzurę to i tak moja twarz będzie przykuwała największą uwagę. Nie wiem co mi się porobiło na twarzy. Sucha, wypryszczona jednym słowem poligon!
Czuję chwilową żałość w sobie. Pora na wędrówkę do świata książek.
Czuję chwilową żałość w sobie. Pora na wędrówkę do świata książek.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Mały promyczek radości w krainie smutku
Nie mogę pojechać na pogrzeb, tak więc drżącą ręką pisałam list z kondolencjami dla rodziny. Pisałam i przepisywałam go wiele razy, z powodu krzywego pisma i łez, które spływały po policzku plamiąc papier. Od kilku dni chodzę jak w jakiejś otulinie myśli, o życiu i śmierci. Dla bliskiej mi osoby świat stanął w miejscu mimo, że dla innych pędzi dalej. Cóż jednak mogę zrobić? Wspominać ciepło i zapalić świeczkę ku czci zmarłego.

W dniu, w którym dowiedziałam się o tym smutnym zdarzeniu, na moim balkonie w doniczce uwił sobie gniazdo gołąbek. Zniósł 2 jajka a teraz skrupulatnie je wysiaduje. Nie miałam serca niszczyć tego gniazda a gołąbkowi nawet wieszanie prania nie przeszkadza. Sami zobaczcie zdeterminowaną GOŁĘBICĘ .
Śmieję się, bawię z dziećmi, wykonuję wszystkie swoje obowiązki domowe i rodzicielskie a jednak w duszy mojej gości smutek. Dzisiaj w południe został on rozświetlony promyczkiem radości. Radość pojawiła się wraz z przesyłką jaką dostałam od wirtualnej znajomej Uli. Na jednym z moich filmików na YT usłyszała, że mam w planie przeczytać książkę pt. "Sokrates Cafe" -Christophera Phillipsa i postanowiła mi ją podesłać. Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyła mnie tą przesyłką bo oprócz książki i kartki z ciepłymi słowami, przesyłka zawierała kilka niezwykle miłych i pachnących, kosmetyczno - relaksujących upominków. Tak więc mogę zaparzyć sobie aromatycznej herbatki, ułożyć się wygodnie w wannie i zacząć wchodzić w świat Sokratesa;)
Ulu jeżeli tu zaglądasz dziękuję Ci z całego serca za to co dla mnie tą przesyłką uczyniłaś:)

W dniu, w którym dowiedziałam się o tym smutnym zdarzeniu, na moim balkonie w doniczce uwił sobie gniazdo gołąbek. Zniósł 2 jajka a teraz skrupulatnie je wysiaduje. Nie miałam serca niszczyć tego gniazda a gołąbkowi nawet wieszanie prania nie przeszkadza. Sami zobaczcie zdeterminowaną GOŁĘBICĘ .
Śmieję się, bawię z dziećmi, wykonuję wszystkie swoje obowiązki domowe i rodzicielskie a jednak w duszy mojej gości smutek. Dzisiaj w południe został on rozświetlony promyczkiem radości. Radość pojawiła się wraz z przesyłką jaką dostałam od wirtualnej znajomej Uli. Na jednym z moich filmików na YT usłyszała, że mam w planie przeczytać książkę pt. "Sokrates Cafe" -Christophera Phillipsa i postanowiła mi ją podesłać. Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyła mnie tą przesyłką bo oprócz książki i kartki z ciepłymi słowami, przesyłka zawierała kilka niezwykle miłych i pachnących, kosmetyczno - relaksujących upominków. Tak więc mogę zaparzyć sobie aromatycznej herbatki, ułożyć się wygodnie w wannie i zacząć wchodzić w świat Sokratesa;)
Ulu jeżeli tu zaglądasz dziękuję Ci z całego serca za to co dla mnie tą przesyłką uczyniłaś:)
piątek, 1 kwietnia 2011
Żarty żartami ale...
Dostałam rano wiadomość, która nie była żartem. Śmierć kogoś z rodziny zawsze boli, przejmuje, rozbija wewnętrznie. Nawet jeżeli tej osoby zbytnio się nie lubiło i odwiedzało raz na kilka lat. Ale co z resztą rodziny tej osoby, o nich myślę co teraz będzie. Ot przewrotny ludzki los, że 1 kwietnia zesłał taką wiadomość.
Ps: Virginio czeka mnie podróż prawie w Twoje strony.
Ps: Virginio czeka mnie podróż prawie w Twoje strony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)