Bardzo szybko minęła mi wiosna i lato a teraz jest już jesień. Kolejne dni mijają jak szalone, biegną gdzieś do przodu nie pozostawiając miejsca na chwilę refleksji. Gdzie tak pędzą? Całe moje życie pędzi podczas kiedy mój rozwój tak naprawdę stoi. Czasami nawet mam smutne wrażenie, że się uwsteczniam ;/ Przez najbliższe ok 365 dni będzie tykać mi w głowie zegar, odliczający chwile kiedy to spełnią się moje marzenia o własnym domku. Tyle też mniej więcej czasu zajmie mi dojrzewania do zrobienia kolejnego kroku, czegoś dla siebie z pożytkiem dla całej rodziny.
Tymczasem dzień za dniem się powtarza. Dzwoni budzik, wstaję ubieram się. Idę lub biegnę na przystanek autobusowy by zawieźć Tośka do przedszkola. O przepraszam mój syn chodzi już do szkoły, tzn. zerówka jest w szkole a on sam czuje się już tak dorosły i podkreśla, że nie jest już przedszkolakiem. Wracam do domu,po drodze robię lub nie zakupy, ogarniam poranny bałagan w biegu jem śniadanie. Później jakiś spacer lub zabawa z Krzysiaczkiem, gotowanie obiadu lub wieszanie prania i jest godzina 13. Znowu biegnę na przystanek by odebrać Tośka z zerówki. Wracam do domu Krzysiaczek śpi, mam chwilkę by zjeść spokojnie obiad. Popołudniami też coś znajduje się do zrobienia lub wyjście z dziećmi na spacer. Mija popołudnie jest wieczór i cała krzątanina od nowa. Kolacja, leki, kąpiel, ścielenie łóżek i spać. Jest godzina 21 zamyślam się na chwilę nad kolejnym dniem, szykuję ubrania i na reszcie spokojnie siadam z kubkiem zielonej herbatki. Wtedy włączam TV lub komputer by dowiedzieć się co dzieje się w innym wymiarze. Chwilowo nie mam siły na romans z książką.
Kładę się spać ok 23. A o 6.45 dzień zaczyna się na nowo.
W weekend mam męża w domu więc mam troszkę więcej czasu. Postaram się przerobić zdjęcia z Kazimierza i pokazać wam kilka ujęć.
Kobieta, matka, żona... Moje zmagania z rzeczywistością nie zawsze słodką i uroczą.
O mnie
- Katiuszka
- Jaka jest Katiuszka? Jestem zbieraniną fragmentów, których nie można poskładać w jedną,logiczną całość, ponieważ wykluczają się wzajemnie i stale się zmieniają. Ciekawią mnie ludzie i ich relacje ze światem.
sobota, 24 września 2011
piątek, 16 września 2011
Atrakcyjny Kazimierz ;)
W Kazimierzu jest mi cudownie. Niemal słodkie lenistwo i znakomita pogoda sprawiają, że mogę odpocząć. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, jutro opuszczamy Kazimierz i ruszamy w drogę powrotną. Po powrocie poukładam sobie wszystkie wspomnienia związane z pobytem i podzielę się z wami wrażeniami. Póki co zapraszam na filmik ze spaceru po tym uroczym mieście:)
wtorek, 6 września 2011
Jestem
Już po przeprowadzce. Było ciężko spakować i przenieść te nasze wszystkie skarby ale z pomocą rodziny i znajomych daliśmy radę. Teraz stacjonujemy jak ja to mówię na starych śmieciach u rodziców;)Co będzie dalej? Jeszcze do końca nie jestem pewna wszystko się klaruje. Póki co, staram się ogarnąć ze wszystkim w nowych warunkach mieszkaniowych. Próbuję przede wszystkim ogarnąć Krzysiaczka, który jest super aktywny i szybki od rana do wieczora. Szczerze mówiąc zmęczona jestem tym całym przeprowadzkowym zamieszaniem okrutnie, więc postanowiliśmy zmienić otoczenie chociaż na tydzień. W sobotę wyjeżdżamy do Kazimierza Dolnego:)
Wybaczcie prawie lakoniczność postu ale jakoś tak czasu i weny do tworzenia konkretnych notek chwilowo brak;)
Wybaczcie prawie lakoniczność postu ale jakoś tak czasu i weny do tworzenia konkretnych notek chwilowo brak;)
sobota, 20 sierpnia 2011
Ostatni taki tydzień
Pewne decyzje zostały podjęte. Wstępujemy być może na problemową drogę, na końcu której jest nasz wymarzony cel. W tygodniu zbierzemy cały dorobek naszego wspólnego, 7 letniego życia i wsadzimy w kartony. Rok czasu pewnie będziemy żyć na walizkach i będą nas podgryzać chwile zwątpienia ale musimy dać radę je razem pokonać.Tłumaczę sobie to w ten sposób, że przez ten rok nasza rodzina będzie w podróży, będziemy żeglować po nie całkiem znanych wodach. Zdobędziemy nowe doświadczenia i nauczymy się wielu rzeczy. Tych o sobie samych teź:)
Przez jakiś czas może nie będę miała dostępu do internetu, więc odezwę się jak to tylko będzie możliwe.
Tymczasem tak bardzo potrzebuję wiary w to, że jest jakaś siła wyższa , która zwycięży wszelkie zło a świat mimo strasznych wieści się nie kończy. Niech prowadzi nas ta piosenka :)
Przez jakiś czas może nie będę miała dostępu do internetu, więc odezwę się jak to tylko będzie możliwe.
Tymczasem tak bardzo potrzebuję wiary w to, że jest jakaś siła wyższa , która zwycięży wszelkie zło a świat mimo strasznych wieści się nie kończy. Niech prowadzi nas ta piosenka :)
niedziela, 14 sierpnia 2011
7 lat wpis rocznicowy
7lat temu w dniu mojego ślubu padało. Do kościoła wchodziłam pod parasolem ale w czasie kiedy mieliśmy obwiązane ręce stułą i składaliśmy sobie przysięgę małżeńską, przez witrażowe okno starego kościoła wpadł promień słońca. I tak sobie trwamy po dziś dzień w małżeństwie przetrzymując wszelkie zawirowania życia. A w życiu jest jak z pogodą czasami pada deszcz, bywają przymrozki, przechodzą burze ale zawsze wierzymy w słonko, które musi wzejść i rozświetlić nasze życie. Kiedyś przeczytałam, że wchodzimy z drugim człowiekiem w małżeństwo bo potrzebujemy pewności, że ktoś przy nas zawsze będzie i będzie on świadkiem naszego życia. I chociażby niczego znaczącego w życiu byśmy nie dokonali dla ludzkości to zawsze pozostanie ta druga osoba, która będzie pamiętała wszystkie sukcesy i porażki.
Wieczorem położymy dzieci spać i wyjdziemy na miasto świętować 7 rok od kiedy powiedzieliśmy sobie TAK. Przez chwilę będziemy tylko MY jako para, jako kobieta i mężczyzna a nie tylko jako matka i ojciec.
Wieczorem położymy dzieci spać i wyjdziemy na miasto świętować 7 rok od kiedy powiedzieliśmy sobie TAK. Przez chwilę będziemy tylko MY jako para, jako kobieta i mężczyzna a nie tylko jako matka i ojciec.
Subskrybuj:
Posty (Atom)