O mnie

Moje zdjęcie
Jaka jest Katiuszka? Jestem zbieraniną fragmentów, których nie można poskładać w jedną,logiczną całość, ponieważ wykluczają się wzajemnie i stale się zmieniają. Ciekawią mnie ludzie i ich relacje ze światem.

środa, 15 czerwca 2011

Nosi mnie

Jestem cierpliwa, jestem spokojem mam wszytko w głowie poukładane i czekam, czekam, czekam....
A tam doooopaaa!
Nic nie mam poukładane, nosi mnie, w główce roi się od wielu myśli a w moją pokaźna doopkę szczypie niecierpliwość. W moim życiu coś musi się dziać nie może być stagnacji bo robale wychodzą i mnie podgryzają.
Więc mam plana. Koniec milczenia, lawirowania między słowami i takich tam popierdułek. Po co mam blog? Ano po to by pisać jak mam taką potrzebę,ano po to bym miała kontakt z innymi ludźmi. No chyba że nikt nie zechce czytać tego potoku słów;)
Tak więc postaram się częściej pisać, może zdjęcia jakieś bym wrzuciła co? Np. w weekend wybraliśmy się na rodzinny piknik do Wąwozu Myśliborskiego. Co prawda nie pochodziliśmy sobie bo wózkiem nie dało się przejechać ale posiedzieliśmy sobie na trawce. Niby fajnie, cicho, słoneczko przygrzewało a nawet udało nam się zobaczyć konie w galopie. Dla miastowej Kurki to prawdziwy rarytas takie spotkanie z naturą i zwierzętami. Niestety sama sobie strzeliłam gola tym piknikiem. Teraz Krzysiaczek jest zaglucony i pokaszlujący ALERGIA grrr;/
A to Antek model i widoki z Wąwozu



czwartek, 9 czerwca 2011

Co tam u mnie?

Co można powiedzieć kiedy po wypiciu z lubością mrożonej kawy, z dużą porcją bitej śmietany, widzi się swoje DUŻE siedzenie w przymierzalni?
Co można powiedzieć kiedy okazuje się,że pani zapisuj mi dzieci na wizytę u alergologa za 6 tygodni a nie jak do tej pory 2 czy 3 tygodnie max od telefonu, w najgorętszym sezonie nasilenia alergii?
Co można powiedzieć kiedy wysiada bateria w kamerze, w momencie nagrywania np. filmiku na YT ;)?
I co wreszcie można powiedzieć, kiedy położyło się spać dziecko w południe licząc na chwilę oddechu a nagle ktoś zaczyna dzwonić do drzwi!?
O ja p....., k...., f.., jak kto woli!!!
Będąc w duchowej ekstazie, niesiona falą spokojnego oczekiwania na to co obiecane, powiem tylko Och...! Co za niedogodność!;)

czwartek, 2 czerwca 2011

Powoli, powoli...

...wracam do rzeczywistości skoro w ostatnich dniach przeczytałam 2 książki. Powoli zaczyna się wszystko stabilizować. Emocje, reakcje, sprawy do załatwienia nabrały stabilnego tempa. Zamieniły się w oczekiwanie i tylko tyle.
Chciałabym by to co ma być było już 100% pewne, tak bym mogła powiedzieć to już pewne i nic się nie zmieni. Nie jest to zależne ode mnie i nic więcej nie mogę zrobić, więc właśnie to oczekiwanie mi pozostaje.Nie jestem przesądna ale miewam pewne przeczucia a, że w temacie swojego marzenia mam dobre przeczucia to napiszę o co chodzi.
Nadchodzą zmiany w moim życiu, zmieniam tryb życia i miejsce zamieszkania. Z miasta ( jak wszystko dobrze pójdzie i cyfrokracja okaże się przychylna)wyprowadzam się na wieś, cichą, pachnącą ziemią i tym o czym od dłuższego czasu marzyłam. Mieszkanie na 9 piętrze zamieniamy na mały domek tuż pod lasem a to wszystko zupełnie nieoczekiwanie dla nas samych. Tak się wszystko poskładało, że co raz mocniej zaczynam wierzyć w przeznaczenie. Liczę na to, że w lipcu sprawy papierkowe zostaną załatwione, natomiast sierpień będzie nam mijał na pakowaniu i przeprowadzaniu się do nowego gniazdka.
W związku z tym wakacje nad morzem odwołane a więc liczę na niezbyt upalne lato w mieście;)

piątek, 20 maja 2011

Iść ciągle iść w stronę słońca...

"Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci - jest twoje. Jeśli nie - nigdy twoje nie było."
Więc ja puściłam choć puścić nie chciałam.I to co puściłam chyba powoli wraca ale o tym szaaaaaaaa;)
W ramach odrealnienia, wybieram się do kina na Piratów w 3D. Tylko jak ja sobie poradzę z 2 parami okularów na nosie?
Miłego weekendu wszystkim:)

poniedziałek, 16 maja 2011

A ziemia...

... toczy swój garb uroczy.
Leniwy weekend minął wśród domowych pieleszy. Odwiedziny siostrzyczki, wino i naleśniki ze szpinakiem. Był spacer leśnymi dróżkami, zupa brokułowa i lody cytrynowe. Niedzielne popołudie spędziłam z żelazkiem w dłoni. Nie potrafię zająć się niczym innym tak dogłębnie kiedy czekam na rozwój wydarzeń. Wszystko dzieje się machinalnie, nawet nie potrafię skupić się na czytanej książce. Najlepiej wychodzi mi bujanie w obłokach, na balkonie (kiedy gwiazdy świecą), w wannie i tuż przed snem:)

...Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam,
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;
Uchodzą cienie do bram!
Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!