O mnie

Moje zdjęcie
Jaka jest Katiuszka? Jestem zbieraniną fragmentów, których nie można poskładać w jedną,logiczną całość, ponieważ wykluczają się wzajemnie i stale się zmieniają. Ciekawią mnie ludzie i ich relacje ze światem.

sobota, 15 października 2011

Rozdanie

Dla zmiany tematyki na moim blogu zamieszczam informacje na temat zabawy w której biorę udział czyli ROZDANIA jakie odbędzie się u YT i blogowej koleżanki Agnieszki. Zainteresowane osoby mogą zaglądnąć do jej bloga po więcej szczegółów.

poniedziałek, 10 października 2011

I tak się dzieje...

...zimno, szaro, dżdżyście.Po prostu JESIEŃ.
Chłód przenikliwy, klimatyczny i chimeryczny.
Wieje tu i tam a głowę mam jak dzban.
Zaszczepić, zrehabilitować i zagotować.
Odebrać wyniki i przestać fikać jak Myszka Miki.
Pewnie trzeba będzie zażyć pigułkę i wejść ze znachorem w spółkę.
Miła Pani rabat na badania raczyć mi dała w zamian na kłucie mego ciała.
Oto historia mego dnia cała a Katiuszka taka "mała".

środa, 28 września 2011

Katiuszka superbohaterką ;)

Codziennie ratuję mój mały Katiuszkowy świat, moją małą planetę na której żyję z chłopakami. Ratuję ją od zalania braterską złością i moją frustracją wobec powtarzających się dni. Niteczki puszczają,ręce drżą, czasami nie nadążam za biegiem wydarzeń.W przelocie jem w przelocie śnię o ciszy i spokoju, łykam suplementy na wszystko.
Ściągam z pod sufitu Krzysiaczka i wycieram krem, którego rozmazywanie po meblach i pościeli tak sobie upodobał. W tym samym czasie Antonio stara się ukryć sklejone włosy gumą do żucia. Nie wychodzi mu to bo kukuryku stoi mu na samym czubku głowy. Nic to, nożyczki robią ciach, ciach i po problemie. Szmatka robi myju, myju jak to mawiają teletubisie i wszystko jest super nawilżone od kremu. Nie mogę sobie przypomnieć słów moich ulubionych piosenek, czy wersów wierszy. Za to na pamięć, nawet w nocy o północy mogę zacząć śpiewać ulubione piosenki moich dzieci.... kolorowe kredki... itp. itd.
Wystawiając twarz ku słońcu, wącham kwiaty na balkonie i wieszam pranie. Jako niedobra matka, czasami zamieniam dzieci w telewizyjne zombi by choć na chwilę utrzymać je razem w jednym miejscu. W myślach powtarzam jak mantrę słowa... to kiedyś minie, przejdzie i będzie inaczej. Zobaczysz Katiuszka jeszcze za tym zatęsknisz kiedy z niecierpliwością będziesz czekała na powrót synów z dyskoteki. A może już nie będzie się mówiło dyskoteka? Nieważne, w każdym razie teraz dawkuję sobie słodkie wspomnienia z wakacji i urocze obrazy, które pojawiają się w głowie kiedy myślę o naszym domku.
Wracam do rzeczywistości i do kuchni gotować obiad. Między mieszaniem w garnkach a stąpaniem na palcach by nie obudzić z trudem uśpionego Krzysiaczka, piję Cappuccino i uciekam w wirtualny świat by choć na chwilę móc opuścić moją małą planetę,uspokoić ego oraz dostrzec, że mamy piękną, polską jesień.

niedziela, 25 września 2011

Nie dam się grypie!!!

Wczorajszy wieczór spędziłam z uroczą W. w kinie na O północy w Paryżu. I co by mi nie było za dobrze, dzisiejszy wieczór spędzam w towarzystwie kubka z rozgrzewającym specyfikiem na przeziębienie. Nie mogę zebrać myśli w sensowną całość, niech zdjęcia z Kazimierza, Nałęczowa i Lublina mówią same za siebie;)


















sobota, 24 września 2011

Jesiennie

Bardzo szybko minęła mi wiosna i lato a teraz jest już jesień. Kolejne dni mijają jak szalone, biegną gdzieś do przodu nie pozostawiając miejsca na chwilę refleksji. Gdzie tak pędzą? Całe moje życie pędzi podczas kiedy mój rozwój tak naprawdę stoi. Czasami nawet mam smutne wrażenie, że się uwsteczniam ;/ Przez najbliższe ok 365 dni będzie tykać mi w głowie zegar, odliczający chwile kiedy to spełnią się moje marzenia o własnym domku. Tyle też mniej więcej czasu zajmie mi dojrzewania do zrobienia kolejnego kroku, czegoś dla siebie z pożytkiem dla całej rodziny.
Tymczasem dzień za dniem się powtarza. Dzwoni budzik, wstaję ubieram się. Idę lub biegnę na przystanek autobusowy by zawieźć Tośka do przedszkola. O przepraszam mój syn chodzi już do szkoły, tzn. zerówka jest w szkole a on sam czuje się już tak dorosły i podkreśla, że nie jest już przedszkolakiem. Wracam do domu,po drodze robię lub nie zakupy, ogarniam poranny bałagan w biegu jem śniadanie. Później jakiś spacer lub zabawa z Krzysiaczkiem, gotowanie obiadu lub wieszanie prania i jest godzina 13. Znowu biegnę na przystanek by odebrać Tośka z zerówki. Wracam do domu Krzysiaczek śpi, mam chwilkę by zjeść spokojnie obiad. Popołudniami też coś znajduje się do zrobienia lub wyjście z dziećmi na spacer. Mija popołudnie jest wieczór i cała krzątanina od nowa. Kolacja, leki, kąpiel, ścielenie łóżek i spać. Jest godzina 21 zamyślam się na chwilę nad kolejnym dniem, szykuję ubrania i na reszcie spokojnie siadam z kubkiem zielonej herbatki. Wtedy włączam TV lub komputer by dowiedzieć się co dzieje się w innym wymiarze. Chwilowo nie mam siły na romans z książką.
Kładę się spać ok 23. A o 6.45 dzień zaczyna się na nowo.
W weekend mam męża w domu więc mam troszkę więcej czasu. Postaram się przerobić zdjęcia z Kazimierza i pokazać wam kilka ujęć.