W sobotę mój maluch skończył 2 latka. Wczoraj odbyło się rodzinne przyjęcie z tortem, był ruch, szum i generalnie całkiem miło. Dzisiaj Antonio po wakacyjnej przerwie wrócił do przedszkola. Jeszcze miesiąc laby a od września czeka go zerówka. W tygodniu byliśmy u alergologa i ciesze się bardzo ze zmniejszonej dawki leków wziewnych. Teraz tuby aplikowane są tylko wieczorem i tfu tfu, nic się dzieciaczkom nie dzieje:)
Tymczasem w sprawie stacjonowania naszej rodziny cicho. Tzn. jeszcze nic nie wiemy, po prostu czekamy. Takie czekanie, bardzo dużo mnie kosztuje, przede wszystkim niedospanych nocy. Do tej pory byłam zadowolona ze swojej skrupulatności, planowania i organizowania. W tej sytuacji przeklinam tą cechę, którą posiadam a bywa ona mi kulą u nogi. Zamartwiam się na zapas bo nie potrafię przewidzieć ani zaplanować przyszłości, mam brak poczucia nad tym kontroli i to mi tak przeszkadza. Być może ten tydzień rozwieje moje obawy, być może moja głowa przestawi się na tryb pt. nie musisz wszystkiego sprawdzać i kontrolować bo będzie jak ma być i przede wszystkim nie jesteś sama w tej sytuacji.
Oj chciałabym, tak zwyczajnie umieć czekać na to co ma być.
Tymczasem rozmawiam sobie z Tym na górze na swój sposób bo czuję, że On jest moją deską ratunku przed histerią własnego umysłu.
Kobieta, matka, żona... Moje zmagania z rzeczywistością nie zawsze słodką i uroczą.
O mnie
- Katiuszka
- Jaka jest Katiuszka? Jestem zbieraniną fragmentów, których nie można poskładać w jedną,logiczną całość, ponieważ wykluczają się wzajemnie i stale się zmieniają. Ciekawią mnie ludzie i ich relacje ze światem.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
środa, 20 lipca 2011
Jak w filmie ?!
Normalnie życie dostarcza mi ostatnio takich skoków adrenaliny, że moja główka nie wytrzymuje napięcia. Prawie każdego dnia rozsadza mi czachę!!!! W zasadzie czuję się jak w filmie akcji i nie mogę się ogarnąć ze zmiennością wydarzeń. Franek szaleje więc z naszych planów domku pod lasem nici, banki szaleją narzucając jakieś dziwne rzeczy przez co sytuacja kredytowa nie wygląda tak przychylnie. W takiej sytuacji pozostanie nam chyba zamieszkanie w jednym pokoju na jakiś czas u rodziców.
Nic to, ja normalnie chyba jakaś czarownica jestem. Będąc w galerii handlowej wchodzę do H&M i idę w siną dal a końca sklepu nie widać. I wtedy przychodzi mi do głowy myśl... Tyle tu zakamarków i ludzi, ciekawa jestem jak z ewakuacją w przypadku zagrożenia. Długo nie musiałam czekać. Wybrałam spodenki dla synka i udałam się do kasy, a tam zaczęła wyć syrena alarmowa wraz z komunikatem o opuszczeniu galerii, ponieważ istnieje zagrożenie pożarowe. Normalnie zbladłam i w te pędy z rodzinką udaliśmy się do wyjścia. Samochód zostawiony na parkingu galerii, dzieci marzną, pada deszcz a trzeba było całkowicie opuścić galerię bo nie pożar lecz bomba. Szwagier podjechał i zawiózł nas do domu, więc w zasadzie dziękować Bogu, żyję i mam się ŚWIETNIE!!!
Nic to, ja normalnie chyba jakaś czarownica jestem. Będąc w galerii handlowej wchodzę do H&M i idę w siną dal a końca sklepu nie widać. I wtedy przychodzi mi do głowy myśl... Tyle tu zakamarków i ludzi, ciekawa jestem jak z ewakuacją w przypadku zagrożenia. Długo nie musiałam czekać. Wybrałam spodenki dla synka i udałam się do kasy, a tam zaczęła wyć syrena alarmowa wraz z komunikatem o opuszczeniu galerii, ponieważ istnieje zagrożenie pożarowe. Normalnie zbladłam i w te pędy z rodzinką udaliśmy się do wyjścia. Samochód zostawiony na parkingu galerii, dzieci marzną, pada deszcz a trzeba było całkowicie opuścić galerię bo nie pożar lecz bomba. Szwagier podjechał i zawiózł nas do domu, więc w zasadzie dziękować Bogu, żyję i mam się ŚWIETNIE!!!
sobota, 16 lipca 2011
Wyrok odroczony
Na zmianę miejsca zamieszkania, przyjdzie nam jeszcze troszkę poczekać, tzn. do końca września. Wszystkie niepewności za miesiąc powinny zostać rozwiane a konkrety dotyczące naszej mieszkaniowej przyszłości wyklarowane. W każdym razie gdzieś zamieszkamy i nie poddamy się w dążeniu do spełnienia marzeń.
Antoś po prawie 2 tygodniach pobytu na wakacjach wrócił do domu, stęsknił się tak jak my bardzo stęskniliśmy się za nim. Czułam jakąś pustkę, pewnego rodzaju niedopełnienie kiedy on sobie hasał u dziadków.Wiedziałam jednak, że ten czas bez nas jest mu potrzebny i ta w pełni uwaga jaką może skupić na sobie u dziadków, też mu się przyda. Tu w domu terytorium z psychicznego punktu widzenia i z technicznego musi dzielić z bratem, co nie zawsze mu się podoba.
Patrząc na Krzysiaczka zobaczyłam jak fatalny ma zgryz a ciągle smoczek podczas usypiania jest obecny. Nawet jak coś wypowiada język wysuwa mu się do przodu powodując pewnego rodzaju szeleszczenie. Od jakiegoś czasu mały nie pija mleczka przez butelkę więc to odpowiedni moment by odstawić smoczek na dobre. Znając temperament Krzysiaczka jestem przygotowana na najgorsze.
Antoś po prawie 2 tygodniach pobytu na wakacjach wrócił do domu, stęsknił się tak jak my bardzo stęskniliśmy się za nim. Czułam jakąś pustkę, pewnego rodzaju niedopełnienie kiedy on sobie hasał u dziadków.Wiedziałam jednak, że ten czas bez nas jest mu potrzebny i ta w pełni uwaga jaką może skupić na sobie u dziadków, też mu się przyda. Tu w domu terytorium z psychicznego punktu widzenia i z technicznego musi dzielić z bratem, co nie zawsze mu się podoba.
Patrząc na Krzysiaczka zobaczyłam jak fatalny ma zgryz a ciągle smoczek podczas usypiania jest obecny. Nawet jak coś wypowiada język wysuwa mu się do przodu powodując pewnego rodzaju szeleszczenie. Od jakiegoś czasu mały nie pija mleczka przez butelkę więc to odpowiedni moment by odstawić smoczek na dobre. Znając temperament Krzysiaczka jestem przygotowana na najgorsze.
wtorek, 12 lipca 2011
Efekt motyla
A wszystko miało być tak pięknie... Tymczasem biorę udział w tzw. efekcie motyla. Bynajmniej nie kolorowy motyl siedzi mi na dłoni tylko ten, brutalny wampir, ze skrzydłami podłego cynika przysiadł mi na głowie. Miałam dzisiaj wrażenie(nim nie wzięłam tabletek na ból), że moja czaszka jest za ciasna w stosunku do objętości mózgu. Niby się nic nie stało, dzieci zdrowe i ja sama zdrowa tfu, tfu, mąż mnie kocha i mam oboje rodziców a jednak wszystko stoi na krawędzi. Jak odzyskać spokój i oswoić niepokój, który wkrada się do mojej głowy? Postawić wszystko na jedną kartę, brnąć do końca i nie poddawać się czy wycofać i zrezygnować z marzeń? I czego tak naprawdę się obawiam? Tej niepewności? Braku stabilności, ciągłych zmian? Bo to co znane i oswojone jest miłe. Natomiast to, czego nie znamy i nie jesteśmy w stanie ogarnąć bo podlega (to coś) ciągłym zmianom jest obce, nieprzyjemne i podchodzimy do tego jak do jeża. To wszystko wywołuje u mnie dysonans i wiele pytań w stylu co z moim życiem?
poniedziałek, 11 lipca 2011
Uciekam
Uciekam w świat książek by nie myśleć i nie zastanawiać się. Czytam w każdej chwili, z książką gotuję, kąpię się a nawet udaje mi się, jednym okiem zerkać na książkę a drugim na Krzysiaczka. Wchodzę w inny świat i podążam za losami książkowych bohaterów. Przeczytałam w ten sposób Kudłatą Doroty Berg i Zmyśloną Katarzyny Michalak. Kudłata rozweseliła mnie i rozluźniła, natomiast Zmyślona zaintrygowała i podsyciła apetyt na przeczytanie więcej książek Pani Michalak.
Czeka mnie jeszcze 2 tygodnie napięcia i niepewności. Miną bo musza minąć a ja muszę jakoś je przeczekać.
W tygodniu dobrze zrobiło mi spotkanie z sympatyczną duszyczką, nie wspominając o ogromnej porcji lodów z bita śmietaną, które podjadałyśmy sobie podczas pogaduszek. Następnie nastrój poprawił mi zakup nowego zapachu wody kolońskiej zielonej herbaty z Yves Rocher. W sobotę odpoczywałam od domu i biegania za Krzysiaczkiem na działce, sycąc oczy pięknymi kwiatuszkami i zieloną trawką. Naładowałam tym troszkę swoje akumulatory nie wspominając o pysznościach z grilla, którymi się przy okazji uraczyłam.
I tak aby do przodu, aby nie zatracić równowagi i nie popaść w dziwne przygnębienie.
Czeka mnie jeszcze 2 tygodnie napięcia i niepewności. Miną bo musza minąć a ja muszę jakoś je przeczekać.
W tygodniu dobrze zrobiło mi spotkanie z sympatyczną duszyczką, nie wspominając o ogromnej porcji lodów z bita śmietaną, które podjadałyśmy sobie podczas pogaduszek. Następnie nastrój poprawił mi zakup nowego zapachu wody kolońskiej zielonej herbaty z Yves Rocher. W sobotę odpoczywałam od domu i biegania za Krzysiaczkiem na działce, sycąc oczy pięknymi kwiatuszkami i zieloną trawką. Naładowałam tym troszkę swoje akumulatory nie wspominając o pysznościach z grilla, którymi się przy okazji uraczyłam.
I tak aby do przodu, aby nie zatracić równowagi i nie popaść w dziwne przygnębienie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)