Nad laserową korekcją wzroku zastanawiałam się kilkanaście miesięcy. Do teraz bardzo chcę to zrobić a jednak boję się. Miesiąc temu przeszłam pomyślnie wstępne badania więc klamka zapadła. Jutro przed południem będę miała laserowane prawe oko po ok 2 miesiącach lewe.
Kobieta, matka, żona... Moje zmagania z rzeczywistością nie zawsze słodką i uroczą.
O mnie
- Katiuszka
- Jaka jest Katiuszka? Jestem zbieraniną fragmentów, których nie można poskładać w jedną,logiczną całość, ponieważ wykluczają się wzajemnie i stale się zmieniają. Ciekawią mnie ludzie i ich relacje ze światem.
poniedziałek, 21 maja 2012
Moje oczy.
Od szkoły podstawowej noszę okulary. Na początku bardzo sporadycznie wkładałam je do czytania bo wada była niewielka. Z czasem mój wzrok jednak zaczął przysparzać mi co raz więcej problemów. I tym sposobem doszłam do takiego poziomu krótkowzroczności, że nawet do obierania warzyw na zupę muszę ubierać okulary. Niby widzę bez okularów a jednak komfort widzenia kiedy mam na nosie okulary jest znaczący. Zimą okulary parują za to latem oczy strasznie się męczą od nadmiaru promieni słonecznych. Mąż nawet naśmiewa się ze mnie mówiąc krecisz ( od kreta) kiedy łapię ostrość bez okularów mrużąc oczy. O soczewkach w moim przypadku nie ma mowy za to w fotochromowych okularach było lepiej ale...
piątek, 18 maja 2012
Tydzień zleciał;)
Tydzień minął nie wiadomo kiedy bo trochę rzeczy się działo.
Dom sobie schnie w środku, wszystkie rurki i przewody pochowane, wprost można już nabrać sobie jakiegoś wyobrażenia o wnętrzu. W następnym tygodniu przyjdzie pora na wykopy przed domem.
Z Krzysiaczkiem przerabiamy stały punkt programu alergika pt. kaszel i gluty. Wizyta w Karpaczu w specjalistycznym szpitalu rozczarowała mnie okrutnie. Lekarz nawet nie zechciał go zbadać ani, wypisać leków. Po prostu pobrali mu krew i trzeba czekać na wyniki 3 tygodnie. Nic to, może jakoś nasza lekarka zaradzi. Plus jest taki, że odkryłam miejsce, do którego mogę chodzić z Krzysiem by rozładował trochę tej energii, którą nosi w sobie. Od września idzie do przedszkola i dobrze też by oswoił się z grupą dzieci. Skoro piszę o jednym z synów to może warto też wspomnieć o drugim?;) Dzisiaj w szkole jego grupa miała Dzień Mamy i Taty. Dzieci przygotowały całe przedstawienie z tańcami, piosenkami i wierszykami. Miło popatrzeć ile pracy dziecko włożyło w całe to przedsięwzięcie i stało się to bez mojego udziału. Oj rosną chłopaki tak wolno a jednak szybko. Mimo ich wszystkich psot, mojej złości i braku cierpliwości, każdego dnia potrafią wprawić mnie w stan zadziwienia, który przynosi uśmiech i chwilę zwolnienia w pędzie codzienności. Wystarczy jakieś słowo, gest lub nawet nieznane mi spojrzenie i wiem, że mimo iż są ciałami z mojego ciała to odrębne istoty, które niezależnie ode mnie ewoluują. Ja ich powołałam do życia a świat ich kształtuje i pozostaje mi mieć ufność, że zostaną uformowani na dorosłych ludzi z tego co prawdziwe, sprawiedliwe, godne człowieczeństwa. A wiara, nadzieja i miłość będą niosły ich odważnie na swych skrzydłach, chroniąc lub dodając odwagi do stawiania oporu przeciw wszelkiemu zepsuciu tego świata.
A jutro z samego rana, po całym tygodniu tylko myślenia o bieżni czy Zumbie ( niestety z technicznego punktu nie miałam możliwości wyjścia na fitness i bardzo nad tym ubolewam) idę poćwiczyć.
niedziela, 13 maja 2012
Niedzielne przemyślenia
Czuję się osłabiona, fizycznie i psychicznie. Jestem wdzięczna rodzicom, że przygarnęli nas do siebie na czas budowy domku ale czuję, że jakaś toksyczna energia z nich bije i osłabia mnie. Nie wiem, może to brak przestrzeni tak na mnie wpływa. W każdym razie dzisiaj czuję się zgaszona.
Zumba... wow to było wyzwanie!!! Patrząc na młodą, jędrną, wysportowaną i z gracją poruszającą się instruktorkę, poczułam się jak babcia. Z sali wyszłam w całości, ledwo( ale jednak) mogłam złapać oddech, za to ubranie łącznie z majtkami miałam przemoczone;) Godzinka podskoków a wyglądałam niemal jak po wyjściu z basenu. Jest a raczej będzie dobrze, po kilku godzinach Zumby przyzwyczaję się. Wydawało mi się, że pod względem ruchowym nie jest ze mną aż tak źle bo przecież całymi dniami ganiam z Krzysiaczkiem. Nawet na placu zabaw zaliczam rozmaite ślizgawki rury i drabinki a jednak to zupełnie inny rodzaj ruchu.
Założyłam sobie taki cel, że do 14 sierpnia zmieszczę się w sukienkę, w którą od roku nie wchodzę(6 kg robi różnicę) a do jesieni nabiorę tyle sprawności bym na zajęciach Zumby nie czuła się jak babcia.
środa, 9 maja 2012
Helooooł !!!
Witajcie, wszyscy znajomi i nieznajomi czytelnicy bloga. Tak jak zapowiadałam wreszcie przebudziłam się ze snu zimowego, jak ten niedźwiedź, nawet można by rzec w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jesienią schowałam się głęboko w swojej norze i tak sobie siedziałam, zmęczona, szara, wymięta i... niestety zapuściłam się okropnie. Przyznaję bez bicia, moje zaniedbanie przysporzyło mi kilu ładnych kilogramów tu i ówdzie a zniechęcenie i potrzeba nie pisania( bo po co i o czym) sama przyszła. Zupełnie przestałam kontrolować co i kiedy zjadam oraz co rekompensuje mi to jedzenie. Całą swą uwagę skupiłam na swoim wnętrzu i tym co się działo poza, a działo się nie mało. To wszystko sprawiło, że na wiosnę poczułam się ociężała i wierzcie mi to poczucie nie było najgorsze...
....Rok temu pisałam o swoich planach związanych z kupnem domu. Wiele perypetii z tym przeszliśmy o których nie warto wspominać ale teraz wreszcie mogę napisać, że moje marzenie o domku spełniło się. Od ok Lutego mamy notarialnie poświadczony dowód na to, że jesteśmy właścicielami ziemskimi czyli wiejskiej posiadłości( jak zwał tak zwał) ;). W zasadzie domek znajduje się w podmiejskiej wiosce będącej sypialnią mojego miasta. Na tym etapie budowy tynki schną nam na ścianach i chwilowo nic się nie dzieje. Dużo jeszcze pracy nad tym by w nim zamieszkać ale mam wielką nadzieję, że do zimy się wyrobimy.
...Wracając do mojego zapuszczenia się. Świadomość, że mi zupełnie nie zależy by lepiej wyglądać i czuć się, trzepnęła mną o ścianę i powaliła na podłogę. Dobrze, że się ocknęłam a okazja na zrobienie czegoś z takim stanem sama przyszła. Zostałam zapisana na fitness bo... wielka promocja i żal nie skorzystać ;) Znacie to uczucie prawda?!. Tak więc od wczoraj przemierzam halę, niemal hangar z wszystkimi tymi ustrojstwami, pozwalającymi wzbudzić w człowieku chęci do życia jednocześnie odbierając kończynom władzę;). Muszę przyznać, wypocę się jak głupia, po treningu wychodzę ledwo wlokąc nogi a jednak mam tyle energii w sobie, że po prostu chce mi się więcej chcieć;) A chce mi się być zdrową i sprawną przez długie lata.
....Pewnie myślicie sobie, że takie wykańczanie domu to sama przyjemność. Dla mnie zacznie się etap konieczny, tylko i aż tyle o ile sama się przy tym nie wykończę ;). Jestem całkowitym analfabetą w kwestii dekorowania wnętrz i dobierania różności. A jak się to wszystko rozwinie? Jak to się mówi wyjdzie w praniu:)
W każdym razie jutro biegnę na Zumbę!!!. Jak mnie nie wyniosą z sali na noszach i to w powykręcanych częściach to napiszę jak było:)
czwartek, 26 kwietnia 2012
miotły w d łoń
Powoli...powoli.., jak niedźwiedź przebudzam się ze snu zimowego. Być może niedługo wyjdę ze swojej gawry, by obwieścić światu, że żyję ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)